Wyrolowana Warszawa

Od dłuższego czasu chodząc Warszawskimi uliczkami zastanawiam się jak to jest z Polską modą. Przychodzi i odchodzi, zmienia się, ma różne objawy i różnie przebiega. Co najśmieszniejsze ma różne odmiany i płaszczyzny. Kiedy w ostatnie sobotnie popołudnie szedłem przez miasto zauważyłem, że od jakiegoś czasu panuje moda na rolety w oknach. Kiedyś były żaluzje, jeszcze wcześniej jakieś śmieszne kotarki, a teraz mamy rolety. Nagle w każdym domku jednorodzinnym są rolety elewacyjne. Nie wiem o czym to świadczy, czy o coraz większym zamykaniu się społeczeństwa przed sobą, czy też strach przed światłem słonecznym nie mam pojęcia. Nie zmienia to faktu że Warszawa jest naszpikowana domami i mieszkaniami w których okna są „zaszpryclowane” roletami. Dzięki nim dom przypomina bardziej sklep wielobranżowy niż zwykły dom, nie zmienia to jednak faktu, że sąsiad także chce sobie „zarolować” okna. Bo jakże to? Ma być gorszy i nie mieć czegoś tak świetnego jak rolety? Przecież mogłoby się okazać, że od jakiegoś czasu nie posiadanie rolet w oknach jest wbrew religii, a nie chce przecież obrażać uczuć religijnych swojego sąsiada. Ewentualnie można zrzucić to na kark terrorystów, ochrona przed wąglikiem czy inną sepsą, nigdy przecież nie wiadomo kiedy zaatakują. Tak, nowy wiek przynosi nam kolejny postęp do naszych lepianek. Pomyśleć że jeszcze niedawno nasze domy były z patyczków, a dachy ze słomy. No ale oczywiście musiał przyjść taki jeden z krzemieniami i cała machina ewolucyjna ruszyła. Wszystko przez ludzką zazdrość.

Veranda

Odnośnie verandy przypomina mi się śmieszna historia. No, może będzie to coś bardziej w stylu angielskiego humoru ponieważ, nie jest ona w stu procentach pozytywna. Pamiętam jeszcze jako gówniarz, chodziłem do kolegi, równolatka, na verande którą miał na ogródku dobudowaną do dużej szopy. No, może nie do końca była to prawdziwa veranda, w każdym razie tak ją nazywaliśmy. Jako mali chłopcy chodziliśmy tam podpalać papierosy i mieliśmy taką swoją małą kanciapke w której mogliśmy się schować i byliśmy pewni że nikt nas nie znajdzie. Pewnego razu mój kolega poszedł tam sam palić, następnie po wypalonym papierosku postanowił, że pójdzie pojeździć na swoim komarku. Kiedy wjeżdżał pod górkę zatrzymała go jego sąsiadka i zapytała czy aby dym który się unosi nad jego ogródkiem nie jest efektem tego, że coś się zapaliło niepożądanie. Jak się okazało, miała racje. Kolega niestety zostawił niedopałek na łóżku które miało pod spodem siano-nie trzeba tłumaczyć jakie były tego skutki. Wszystko stanęło w płomieniach i niestety nie udało się tego odratować. Mimo szybkiej reakcji sąsiadów którzy szlaufami próbowali odratować, veranda spłonęła doszczętnie. Z jednej strony szkoda, że tak się stało, bo musieliśmy zacząć szukać nowego miejsca w którym moglibyśmy spokojnie kurzyć papierochy, z drugiej jednak strony, taki ogień można wspominać przez długi czas. Dym był jak z płonącego samolotu. Tak więc jak by nie patrzeć, historia godna wspomnienia. I sądzę, że nie tylko nasza dwójka wspomina tę historię, w końcu pół wsi to widziało.

Siąść w fotelu i się bujać

Mam ponad sześćdziesiąt lat i muszę przyznać, że w moim wieku jedyne o czym się marzy to o zdrowiu swoim i swojej rodziny. Tak, tak jest przeważnie, natomiast ja mam jeszcze jedno marzenie które zamierzam spełnić. Od wielu lat marzy mi się veranda na której mógłbym usiąść w bujanym fotelu, patrzeć przed siebie na zachód słońca i czekać na koniec mojej podróży na tym świecie. Może brzmi to trochę smutno, mimo wszystko dla mnie byłaby to olbrzymia radość. Mając tyle lat co ja, i chorując ludzie cieszą się z takich drobnostek. Dla mnie taką drobnostką byłaby właśnie veranda która stałaby się ostoją, oazą spokoju na długie letnie wieczory. Sądzę, że jest to do zrealizowania, nie wiem tylko jak długo coś takiego by się budował, a raczej nie wiem kiedy zacząć budowę takiego ganku i nie mam pojęcia jakie byłyby tego koszty. Właściwie pieniądze w tym wypadku są na najdalszym planie, mimo wszystko dobrze byłoby wiedzieć ile będę musiał zapłacić za taką verandę. Już nie mogę się doczekać chwili kiedy postawię swój ukochany fotel w miejscu z którego będę miał widok na cały ogród i razem z żoną będziemy siedzieć popijając herbatę, jedząc krakersy i ciesząc się tym wszystkim. Mam nadzieję, że doczekam tej chwili. Sądzę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zamówić firmę odpowiedzialną za zrobienie czegoś takiego, jeżeli tylko takie firmy istnieją. No cóż, Warszawa nie jest mała, więc powinno się udać. No chyba, że po raz kolejny zawiodę się na własne stolicy, co w gruncie rzeczy bardzo by mnie nie zdziwiło.