Veranda

Odnośnie verandy przypomina mi się śmieszna historia. No, może będzie to coś bardziej w stylu angielskiego humoru ponieważ, nie jest ona w stu procentach pozytywna. Pamiętam jeszcze jako gówniarz, chodziłem do kolegi, równolatka, na verande którą miał na ogródku dobudowaną do dużej szopy. No, może nie do końca była to prawdziwa veranda, w każdym razie tak ją nazywaliśmy. Jako mali chłopcy chodziliśmy tam podpalać papierosy i mieliśmy taką swoją małą kanciapke w której mogliśmy się schować i byliśmy pewni że nikt nas nie znajdzie. Pewnego razu mój kolega poszedł tam sam palić, następnie po wypalonym papierosku postanowił, że pójdzie pojeździć na swoim komarku. Kiedy wjeżdżał pod górkę zatrzymała go jego sąsiadka i zapytała czy aby dym który się unosi nad jego ogródkiem nie jest efektem tego, że coś się zapaliło niepożądanie. Jak się okazało, miała racje. Kolega niestety zostawił niedopałek na łóżku które miało pod spodem siano-nie trzeba tłumaczyć jakie były tego skutki. Wszystko stanęło w płomieniach i niestety nie udało się tego odratować. Mimo szybkiej reakcji sąsiadów którzy szlaufami próbowali odratować, veranda spłonęła doszczętnie. Z jednej strony szkoda, że tak się stało, bo musieliśmy zacząć szukać nowego miejsca w którym moglibyśmy spokojnie kurzyć papierochy, z drugiej jednak strony, taki ogień można wspominać przez długi czas. Dym był jak z płonącego samolotu. Tak więc jak by nie patrzeć, historia godna wspomnienia. I sądzę, że nie tylko nasza dwójka wspomina tę historię, w końcu pół wsi to widziało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *